piątek, 23 sierpnia 2013

CZECHY

Przedwczoraj popołudniu przyjechaliśmy z Czech. Babcia fajnie zajmowała się Renkiem i Figą, a więc wszystko jest ok...  z wyjątkiem dwóch rzeczy. Pierwszym wypadkiem jest to, że nie wyłączyliśmy prądu kiedy wyjeżdżaliśmy i podczas ostatniej burzy spaliło nam komputer i ruter się zepsuł O.o
Chyba dzisiaj komp już będzie, ale dokładnie nie wiem. Mam nadzieję, że udało się uratować choć część plików, które na nim były. Ruter już naprawiony, dlatego dzisiaj już piszę (z laptopa) :3 O drugiej rzeczy dowiecie się później, na końcu wpisu.
Teraz czas na krótki opis Davidowego Młynu - hotelu, w którym nocowaliśmy. Jednak zdecydowałam, się na "skok młynarza" z bodajże 12 metrowego słupa. Zdjęcia niestety nie mam, bo wtedy aparat się rozładował ;c
Byłam też z rodzinką w parku linowym. Wszystkim udało się go przejść cało i zdrowo :D Pokonywanie przeszkód w powietrzu jest świetną zabawą. Wszystkim, którzy jeszcze nigdy się nie wspinali - POLECAM! :>



Byliśmy w Czechach tylko 2 noce, więc nie zdążyliśmy dużo zrobić i nie mam dużo zdjęć. W sumie to chyba bardziej skupialiśmy się na miłym spędzeniu czasu, niż na uwiecznianiu tych chwil :p

Drugą straszną sytuacją, która się przydażyła w ostatnich dniach jest kontuzja Figi ;_; Wczoraj z rana wybrałam się z Igorem na spacer, pozbierać jeżyny. Kiedy wracaliśmy Figa jak zawsze biegła. Nagle potknęła się o mały rów, poturlała dalej i głośno zawyła... Prawdopodobnie ma coś z prawą nogą/biodrem.
Chodzenie sprawia jej problemy, widać że bardzo cierpi : ( Mieliśmy dzisiaj jechać z nią do weterynarza, ale pechowo auto nam się zepsuło :<
Mam nadzieję, że Fidze prędzej czy później się poprawi, samochód będzie sprawny i pojedziemy do tego weta zbadać ją. Trzymajcie kciuki z pieska, a tymczasem zostawiam Was z rozwesalającą piosenką :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz