czwartek, 1 sierpnia 2013

Ż Y C I E ∞

Kotek, o którym tak wiele Wam odpowiadałam, nie żyje. Znalazłam Cirę wczoraj, przejechaną na ulicy...
Mimo tego, że mieliśmy już wiele kociaków, do tej mruczki miałam szczególny sentyment. Nie dlatego, że była słodka, mała itd. Dlatego, że dzięki niej udało mi się przynajmniej częściowo przyzwyczaić Figę do kotowatych, dlatego że przychodziła na zawołanie, i dlatego że...
Żyła, żyła i nagle przez w pełni niezrozumiałą dla mnie sytuację Cira znalazła się jakieś 100 metrów od domu martwa. Być może jakieś dziecko wzięło ją na ręce, może sama poszła za kimś. Cóż, tego się nie dowiem, więc pozostaje mi ubolewać nad stratą tego biedaka... ∞



Taka notka, oczywiście powinna się pojawić oddzielnie od innych, że tak powiem "w miarę codziennych". Tym razem opisze Wam jednak jeszcze jedno bardzo ważne i znaczące zdarzenie, które miało miejsce w ostatnim czasie.
31 lipca wieczorem ok. godziny 21 znalazłyśmy z Martyną M. na łące... małego zająca! Zwierzę wytropiła Figa. Szarak poruszał się tak nieporadnie, że pomyślałyśmy, że jest ranny. Okazało się natomiast, że maluch po prostu był jeszcze bardzo młody i nie umiał dobrze chodzić. Tak czy inaczej, oczywiście wzięłyśmy go do domu (przed tym dokładnie przeszukałyśmy, czy nie ma w pobliżu matki lub jego rodzeństwa). Moja mama następnego dnia poszła do leśniczego i dowiedziała się, że maluszek musi jeszcze pić mleko i że teraz mamy nowe "zwierzątko domowe". Także kupiłyśmy mu kozie mleko (jak zalecał leśnik) i teraz butelkom dla małych kotków, karmimy go.
Ku naszej ogromnej uciesze, Figa przyjęła uszaka prawie jak własne dziecko. Zając szukał u niej cycka (xd), niestety pies nie ma mleka i jak już wspominałam karmimy go butelką.
Mam nadzieję, że maluch przeżyje jak najdłużej. W kolejnej notce, może nawet jeszcze dziś oczekujcie zdjęć szaraka. Aha, pewnie zastanawiacie się, jakie imię nosi. Z przykrością przyznam, że zając na razie jest bezimienny. Do puki nie wymyślę czegoś oryginalnego będzie to po prostu "maluszek". ∞

1 komentarz: